przerazenie
Post odwiedzono: 1298 raz(y)


Słowa kluczowe:

19 września 2017

DRAMAT Z SINIAKIEM W ROLI GŁÓWNEJ

Medycyna estetyczna

Pani X. zadzwoniła do mnie 4 dni po zabiegu
– Pani doktor, co ja mam zrobić? Wyglądam tak strasznie, że dramat.
Zapytałam co się dzieje i usłyszałam, że na twarzy są siniaki, że to tragedia, że pacjentka ogląda je codziennie i one nie znikają, i że nie wie co robić, jak wyjść z domu. Poprosiłam o zdjęcie. Dostałam. Ze zdjęcia spoglądała na mnie twarz, której ubyło kilka lat, pamiętałam sprzed zabiegu jej opadające policzki i smutny, zmęczony wyraz twarzy. Tak, było kilka siniaków, jak to zwykle po zabiegu liftingu nićmi. Uprzedzałam pacjentkę, że tak może być. Zgoda na zabieg jest jednocześnie zgodą na możliwość pojawienia się takich skutków ubocznych.
Powiedziałam pacjentce:
– Proszę pani, to są siniaki po nakłuciu igłą. Rozmawiałyśmy o tym, że mogą się pojawić, pamięta pani? Że jest to normalne po zabiegu. Że owszem bywa, że się nie pojawiają, ale że w większości przypadków kilka takich śladów jest. Mówiłam też, że po tygodniu do dwóch znikną. Jak pani widzi są niewielkie, łatwo je przykryć makijażem.
– No tak, ale myślałam, że u mnie jednak się nie pojawią. To jest tragedia jakaś, i co ja teraz zrobię?
– Jeśli zastosowała pani preparat z heparyną, który pani poleciłam, to znikną szybciej. Zastosowała pani?
– No nie, zapomniałam, myślałam, że w ogóle ich nie będzie. Wyglądam tak straszenie.
– Obejrzałam zdjęcia i widzę, że zabieg przyniósł oczekiwany efekt, ma pani piękny owal twarzy.
– Ale te siniaki!
– Nie wiem, czego pani ode mnie oczekuje. Wiedziała pani o siniakach, otrzymała pani wskazówki, co zrobić, aby zniknęły szybko. Zresztą ślady może pani zatuszować podkładem. Ma panie piękny efekt zabiegu. Naprawdę nie wiem, co więcej mogą dla pani zarobić, poza informacją, żeby pani cierpliwie poczekała i nie patrzyła ciągle na nie w lustrze, zasilając je swoją uwagą. Być może jest pani jedyną osobą, która je widzi.
– Wiem, wiem, pani doktor, ale ja już tak mam, że histeryzuję, nic na to nie poradzę.

To nie jest ewenement. Takie rozmowy zdarzają mi się z pacjentkami, co dziwne, nawet z tymi stałymi, które nie po raz pierwszy robią zabiegi u mnie, a za każdym razem dramatyzują z powodu siniaków. Dlatego siniaki są bohaterem dzisiejszego artykułu.
Zabiegi, w których narusza się ciągłość tkanki (np. nici PDO, wypełniacze, komórki regeneracyjne i macierzyste) zawsze związane są z ryzykiem naruszenia naczynia krwionośnego. Nikomu nie dam gwarancji, że u niego siniak nie powstanie. Wszystkie klientki o tym uprzedzam i pytam, czy to rozumieją. Potwierdzają, że rozumieją. Potem jednak okazuje się, że zrozumiały inaczej, że miały nadzieję, że im się to jednak nie przytrafi, że dokonam jakiegoś cudu. W dodatku nie stosują prostego zalecenia, które mogłoby o połowę skrócić widoczność siniaka na skórze. Proponuję zawsze smarowanie zasinień preparatem Lotion1000 i trzymanie go przez chwilę pod opatrunkiem. Naprawdę jest efekt.
Dla sprawiedliwości dodam, że większość klientek podchodzi do kwestii siniaków po zabiegu jako do czegoś normalnego, na luzie, nawet bez jakiejś szczególnej potrzeby tuszowania ich. Siniaki są i już, za tydzień, góra dwa – znikną. I u takich pacjentek o dziwo znikają one szybciej!
To, co piszę dotyczy także innych skutków ubocznych zabiegów: obrzęku, który może się utrzymać przez 2-3 dni po niektórych zabiegach, grudek po mezoterapii, które też się zdarzają przez dzień lub dwa, nierówności i zaciągnięć po niciach w przypadku zabiegów liftingujących (rozprostowują się po 3-4 tygodniach). Ponieważ jednak te inne efekty nie doprowadzają aż tak do rozpaczy klientek jak siniaki mam pewne podejrzenie, że może to wynikać z tego, że siniak jest dowodem na wizytę w gabinecie, do której klientka nie chciałaby się przyznać, bo woli, żeby otoczenie nie wiedziało, że coś sobie robi. Tym otoczeniem może być też mąż, który mógłby powiedzieć z sarkazmem, no i po co ci to?. Mam klientki, które ukrywają przed partnerami wizyty w gabinecie, chociaż są inteligentnymi kobietami i same sobie za te wizyty płacą własnymi pieniędzmi.
Jedna z klientek sama mi kiedyś powiedziała, że przestała się przejmować siniakami i jak ktoś ją pyta, co się stało, odpowiada, że się odmładza. Nie bagatelizuję też tego, że któraś z klientek może się obawiać, że z siniakami wygląda jak ofiara przemocy (choć przecież one nie są tak duże, ale jednak mogą wywoływać różne skojarzenia)
Kilka moich rad:
1. Jeśli robimy zabieg w związku z tym, że mamy ważne wydarzenie, ślub, konferencję, nie odkładajmy tego na ostatnia chwilę, ale pójdźmy do gabinetu trzy tygodnie wcześniej, wtedy nie będziemy panikować, że mamy ślady po zabiegu na twarzy.
2. Jeśli zostałyśmy uprzedzone przez lekarza, że po zabiegu może zostać ślad, nie oczekujmy od niego cudów i tego, że nas akurat to ominie.
3. Nie wpatrujmy się cały dzień w lustro dramatyzując, że jest siniak, bo zasilamy go niepotrzebnie naszą uwaga, demonizujemy i przestajemy widzieć świat poza nim. Znam to z doświadczenia, ale też są na to prace naukowe: „Energia podąża za uwagą”. Pacjentki, które ze stoickim spokojem przyjmują, że są siniaki, grudki, nierówności i że przeminą, znacznie szybciej dochodzą do siebie. Pacjentki, które nie odchodzą od lustra, dramatyzują i boją się – mają znacznie dłuższy okres rekonwalescencji. Zdarza mi się być zmęczoną tłumaczeniem i podtrzymywaniem na duchu takich pacjentek, bo one nie słuchają żadnych argumentów. Mają w głowie dramat i go pielęgnują.
I na koniec cytat z „Nad Niemnem”. Mówi Marta o stosunku Emilki do swojej migreny i globusa: „Gdyby pchły, jak ona swoje choroby, hodować to by na wołu powyrastały”.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>




Komentarze

Brak komentarzy


Polecamy