usta-jak-kalafiory
Post odwiedzono: 1312 raz(y)


Słowa kluczowe:

16 października 2017

7 prawd o o wchodzeniu w cudze kompetencje

Medycyna estetyczna

Moje artykuły i wypowiedzi dotyczące mieszania zawodowych kompetencji lekarzy medycyny estetycznej i kosmetyczek budziły do tej pory dużo emocji, jak również ataków. A przecież te obserwacje nie są tylko moim odkryciem, mówi się o tym dużo i otwarcie w środowisku lekarskim, bo problem się nasila, a sprzyja temu walka producentów i dystrybutorów preparatów i urządzeń o nowe rynki zbytu.

Dzisiaj mam kolejne refleksje, bo można powiedzieć, że z tematem tym spotykam się niemal codziennie.
1.

Rozmawiałam niedawno z właścicielem portalu kosmetologicznego i powiedział mi, że od kosmetyczek ma informację, że po zabiegach plazmowych, które wykonują, są powikłania. Miał to być zarzut w stosunku do technologii plazmowej, która jest moją ulubioną metodą stosowaną u klientek z opadającymi powiekami. Przypomnę, że zabiegi z wykorzystaniem plazmy medycznej są doskonałą alternatywą dla chirurgicznego liftingu powiek. Wykonuję je od dwóch lat i mam dziesiątki zadowolonych klientek. Jedyne poważne powikłanie w całej historii przeprowadzanych przez mnie zabiegów nastąpiło tylko raz, u klientki, która nie zastosowała się do podstawowych zaleceń pozabiegowych. Więc kiedy słyszę, że kosmetyczki skarżą się, że po zabiegu są powikłania, to pytam – jak to możliwe, że w ogóle taki zabieg wykonuje kosmetyczka?!
Plazma jest zabiegiem przeznaczonym do wykonywania przez lekarza medycyny estetycznej. Jeśli kosmetyczka nie wpadła na to po przeanalizowaniu samej technologii zabiegu, to mogłaby się tego domyślić już po samym fakcie tego, że do zabiegu potrzebne jest znieczulenie. Powieki oka drgają mimowolnie, więc aby wykonać ten zabieg w pełni precyzyjnie powieki muszą być bardzo dobrze znieczulone, najlepiej iniekcyjnie. Kosmetyczka nie ma możliwości zastosowania takiego znieczulenia. Może znieczulić jedynie kremem Emla, aczkolwiek też budzi wątpliwości, jak ona to robi, skąd ma preparat, bo Emla jest na receptę, a więc już samo to jest sygnałem, że ma zastosowanie medyczne.

2.

Nie mogłam się nadziwić świadomym klientom, którzy idą na zabieg przynależny medycynie estetycznej do kosmetyczki, a nie lekarza, aż znajoma, która poszła na mezoterapię do kosmetyczki, uświadomiła mi, dlaczego tak się dzieje. Zapytałam, skąd wpadła na pomysł, żeby taki zabieg wykonać u kosmetyczki, bo przecież w takich zabiegach nie chodzi tylko o przerwanie ciągłości skóry (tu można łatwo się usprawiedliwić, że kosmetyczki przebijając uszy też naruszają ciągłość skóry), ale o podanie do skóry preparatu, który nie jest całkiem obojętny (bo gdyby był, to po co byłoby go podawać). Koleżanka zdziwiła się – a skąd miała wiedzieć, że takie zabiegi powinien wykonywać lekarz, a nie kosmetyczka. Przeciętny pacjent gabinetu ma prawo ufać, że jeżeli w jego ofercie jest jakiś zabieg wykonywany przez kosmetyczkę, to że ona naprawdę ma do tego uprawnienia. Nam jako lekarzom medycyny estetycznej wydaje się, że wystarczająco dużo na ten temat mówiliśmy i pisaliśmy w mediach. Jednak to nie przebija się do powszechnej wiedzy aż tak jakby się nam wydawało. Jest bowiem zdominowane przez codzienne praktyki gabinetów i przez zaufanie klientów, że jest to robione zgodnie z literą prawa i zasadami etyki. A nie zawsze tak jest.

3.

Mam nadzieję, że przypadek, który opiszę to ekstremum, ale zdarzył się naprawdę. Kosmetyczka, która w swoim gabinecie wykonuje różne usługi, także z zakresu medycyny estetycznej zadzwoniła do mojej koleżanki, lekarki medycyny estetycznej, aby ta, cytuję: „wypełniła jej usta hydroksyapatytem wapnia”. Hydroksyapatyt wapnia nie jest wypełniaczem do podawania w usta! Jest to preparat podawany bardzo głęboko, prawie na kość, w celach wolumetrycznych. Jeśli kosmetyczka wpadła na ten pomysł, by zastosować hydroksyapatyt u siebie do powiększenia ust, to należy przypuszczać, że podejmie taką próbę u swoich klientek albo co gorsza już to zrobiła.

4.

Nie rozumiem tego wzajemnego wchodzenia sobie w kompetencję. Kosmetyka i kosmetologia jest rozległą dziedziną, bardzo potrzebną kobietom dbającym o swój wygląd. Można w ramach niej wykonywać bardzo dużo zabiegów, których nie wykonują lekarze medycyny estetycznej. Moim zdaniem najlepiej jakby te dwa zawody egzystowały obok siebie i uzupełniały się.
Co gorsza, zdarza się, że kosmetyczki mówią, że to lekarze „z pazerności na kasę” nie dopuszczają kosmetyczek na swoje terytorium. Więc ja odwrócę to pytanie – przecież to nie lekarze wchodzą w kompetencję kosmetyczek tylko jest dokładnie odwrotnie, więc kto w tym układzie jest pazerny na kasę? Jeśli kosmetyczki tak chętnie przejmują obszary lekarzy medycyny estetycznej, niech przejmą je z całym dobrodziejstwem inwentarza. Otwarcie i prowadzenie gabinetu medycyny estetycznej jest obarczone o wiele większymi obostrzeniami niż gabinetu kosmetycznego. Niezbędne są na przykład umowy na utylizację odpadów medycznych. Gabinety medycyny estetycznej muszą mieć określoną powierzchnię gabinetów i ich wysokość. Nie mogą mieć dowolnych płytek na podłodze tylko specjalną medyczną wykładzinę wymagającą określonego sposobu utrzymywania w czystości. Obowiązkowe jest ubezpieczenie, precyzyjnie określone zasady sterylizacji pomieszczeń i wiele innych szczegółowych wymagań. Koszty prowadzenia takiej działalności i koszty odpowiedzialności są dużo większe.

5.

Zdarza się, że kosmetyczki mówią, że sam fakt studiów medycznych do niczego lekarzy nie upoważnia, bo one mają nie mniejszą wiedzę. Jeśli według nich studia medyczne niewiele dają, niech same spróbują je skończyć. Na medycynie zdobywa się naprawdę rozległa wiedzę i umiejętność reagowania w sytuacjach krytycznych, których kosmetyczka nie ma szansy się bez takich studiów nauczyć. Lekarze nabywają też ogromnej uważności na to, co może się hipotetycznie wydarzyć w gabinecie. Nawet jeśli tysiąc razy wykonamy bezpieczny zabieg, przy którym nie będzie powikłań, to ono może się zdarzyć za tysiąc pierwszym razem, i kosmetyczka nie będzie umiała zareagować.

6.

Czasem kosmetyczki powołują się na to, że na zachodzie kosmetyczki wykonują zabiegi medycyny estetycznej. Tak, wykonują, ale nie wszystkie zabiegi, a poza tym mają do tego uprawnienia, gdyż w wielu krajach obowiązuje system certyfikacji i wiadomo, co która kosmetyczka może robić.

7.

Sytuacja na rynku wygląda tak, że niestety firmy walczące o nowe rynki zbytu wprowadzają zamieszanie. Szkolą kogo popadnie i sprzedają komu popadnie, bo nie biorą odpowiedzialności za konsekwencje tego. Pisałam wcześniej, że pacjent gabinetu kosmetycznego ma prawo ufać, że jeżeli w jego ofercie są zabiegi wykonywany przez kosmetyczkę, to znaczy, że ona jest do ich wykonywania uprawniona (tylko, że potem skutki powikłań ponosi pacjent, nie kosmetyczka). Tak samo prawdopodobnie jest, że kosmetyczka skoro widzi, że dystrybutor sprzętu czy preparatu oferuje szkolenie z niego kosmetyczkom, ma prawo przypuszczać i ufać, że wie co robi i że jest to sprzęt i preparat przeznaczony do używania przez kosmetyczki. Ale to tak nie działa. Tak naprawdę firmy mówią różne rzeczy kosmetyczkom po to tylko, żeby sprzedać sprzęt i preparaty, ale firmy te nie biorą żadnej odpowiedzialności za to, co się wydarzy w gabinecie i za to, czy osoba wykonująca zabieg ma do niego uprawnienia. To w ostateczności na nas – lekarzach, kosmetyczkach, kosmetolożkach spoczywa odpowiedzialność za pacjenta.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>




Komentarze

Brak komentarzy


Polecamy