lara-flynn-boyle-nieudane-operacje-plastyczne
Post odwiedzono: 1345 raz(y)


Słowa kluczowe:

, , , ,

17 listopada 2017

Koszmar z miasteczka Twin Peaks

Medycyna estetyczna

Pamiętacie „Miasteczko Twin Peaks” i Larę Flynn Boyle? Przenikliwe oczy, jasna skóra usiana piegami, delikatne rumieńce, lekko falujące kasztanowe włosy?
Dziś niestety kojarzy się głównie jako ofiara nieudanych operacji plastycznych. I w tym kontekście powraca w mediach, szczególnie plotkarskich, od kilku lat. Kiedyś była piękną kobieta, teraz wstydzi się wychodzić z domu i bardzo rzadko pokazuje się publicznie.
Kiedy patrzę na jej zdjęcia sprzed lat, myślę o tym, że im piękniejsza kobieta, tym łatwiej ją oszpecić. Dlatego naprawdę lepiej, żeby ładne, młode kobiety nie korzystały z inwazyjnych zabiegów poprawiania urody. Prawdopodobnie w jej przypadku nie o poprawianie urody chodziło, ale o zatrzymanie czasu, o odmłodzenie. To hollywoodzka zmora wielu aktorek. Świetnie to odmalowała Goldie Hawn, grając w filmie „Zmowa pierwszych żon” aktorkę, która poddała się wielu operacjom, żeby nie grać w filmach kobiet w średnim wieku, tylko te młodsze. Rzeczywiście, w filmach sprzed lat, mniej więcej sprzed trzech dekad, dominowała tendencja, że aktorki grały młodsze od siebie postaci [np. RTT, Noc na bagnach Luizjany, Dwunastu mężczyzn z kalendarza], przy czym z wyliftingowanymi twarzami wcale nie wyglądały młodziej, a jedynie sztuczniej i mniej estetycznie.

Nie będę analizować szczegółowo zabiegów, które wykonała sobie Lara Flynn Boyle, inni prześwietlili ją już wielokrotnie i napisali o operacji nosa, liftingu twarzy, powiększeniu ust. Te ostatnie, monstrualnie wypełnione i wywinięte, rzucają się w oczy najbardziej. Przy czym nie wiadomo, czy są nieudanym zabiegiem medycyny estetycznej, czy próbą ratowania efektów chirurgicznego liftingu, po którym często usta stają się wąskie i rozciągnięte, a pacjentki tego nie akceptują (wiem, bo do mnie też takie pacjentki trafiają), więc powiększają je kwasem hialuronowym. Aktorka jest moim zdaniem mocno wybotoksowana, łącznie z efektem mefisto czyli z wysoko uniesionymi brwiami. Twarz wygląda na napompowaną kwasem hialuronowym, przez co oczy są wąskie, a mimika szczególnie przy uśmiechu nienaturalna.

Pamiętam jak wiele lat temu byłam na wykładzie znanego brazylijskiego chirurga plastycznego dr Mene. Pokazał zdjęcie, na którym kobieta ma ekstremalnie napiętą skórę, włosy na czubku głowy, nie ma brwi, wygląda koszmarnie. To była pacjentka po trzech operacjach plastycznych. Postanowiłam wtedy, że będę raczej odwodzić kobiety od decyzji położenia się pod skalpel. I trzymam się tego do dziś, traktując operacje plastyczne twarzy jako ostateczność. Rozumiem zastosowanie chirurgii przy plastyce brzucha, są sytuacje, które tego rzeczywiście wymagają, czy nawet operację opadających powiek (choć tu też proponuję, by jak najdłużej korzystać z metod medycyny estetycznej, tym bardziej, że są już zabiegi plazmowe, które moment chirurgicznego wycinania nadmiaru powiek mogą mocno odłożyc w czasie), ale twarz proponuję odmładzać metodami regenerującymi, które są najlepsze, by zachować młodość nie tracąc naturalnego wyrazu twarzy.
Podobnie jak lifting twarzy odradzam chirurgiczny lifting podbródka. Pacjetnki po nim wyglądają wszystkie jednakowo, mają kwadratową twarz, spłaszczoną na dole. Naprawdę o wiele lepiej wyglądają z tym podójnym podbródkiem, ale naturalnie. Poza tym, także w przypadku podbródków medycyna estetyczna ma już wiele zabiegów do zaoferowania (np. thermi tight, ulverin czy nici).
Nawet do botoksu, najpopularniejszego zabiegu w gabinetach, radzę podchodzić ostrożnie i nie nadużywać go, nie robić całej twarzy na blachę co kilka miesięcy, bo zaczynają się wtedy uaktywniać inne mięśnie i tworzą nietypowe zmarszki, których wcześniej nie było, np. przy nosie. Najbardziej efekty przedobrzenia widać, gdy kobiety się śmieją czy w ogóle próbuja wyrażać emocje twarzą. I pewnie dlatego one same często tego nie widzą, bo jak stoją przed lustrem z nieruchomą twarzą, to wyglądają znośnie, ale jak się zaczną śmiać to wówczas widać cała sztuczność.
Jeśli młode kobiety myślą już zapobiegawczo o perspektywie starzenia, niech regularnie chodzą na pilingi, mezoterapię czy osocze bogatopłytkowe.
Wracając do Lary Flynn Boyle, mówi się, kiedy skończyła trzydzieści lat przerażały ją zmarszczki i wizja zostania bezrobotną, dlatego już zaczęła się rozglądać za sposobami na odmłodzenie. Nie tylko rozglądać, ale wcielać je w życie. Być może presja na doskonałość, jakiej podlegają aktorki, przecież nie tylko hollywooddzkie, chociaż akurat tam jest to najbardziej widoczne, tak ją wyniszczyła, bo zmagała się także z anoreksją.
Dziś Lara Flynn Boyle ma 47 lat i wygląda dużo gorzej od przeciętnej mojej pacjentki w tym wieku. I nie pracuje już w filmie, a przecież to wszystko miało jej tę pracę zapewnić.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>




Komentarze

Brak komentarzy


Polecamy