nici-pdo-zabieg
Post odwiedzono: 1255 raz(y)


Słowa kluczowe:

, , ,

25 czerwca 2017

W obronie nici PDO

Medycyna estetyczna

Jeden z lekarzy niedawno wypowiadał się negatywnie na temat nici, że mamy zbyt mało doświadczenia z nimi, by je w bezpieczny sposób stosować, bo nie wiemy, jakie mogą być powikłania. Ponieważ wykonuję zabiegi nićmi od paru lat, od początku, gdy pojawiły się w medycynie estetycznej, pozwolę sobie dziś na polemikę z tym stwierdzeniem.

Po pierwsze, o jakich niciach rozmawiamy?
To ważne pytanie, dlatego że nici na rynku jest sporo i są różne, i nie można wszystkich produktów wrzucać do jednego worka. Ja stosuję nici PDO, czyli nici z polidioksanonu. I jeśli o nich mowa, to trudno na rynku usług medycyny estetycznej o bardziej bezpieczny i lepiej przebadany produkt. Nici tego typu od lat kilkudziesięciu są używane do szwów wewnętrznych w czasie skomplikowanych i precyzyjnych operacji w chirurgii i mikrochorurgii. Ja stosuję je od 5 lat, z bardzo dobrymi efektami.

Po drugie, kiedy efekt nie jest zadowalający?
Nie bagatelizuję złych doświadczeń z nićmi, bo trafiają do mnie kobiety, które gdzieś zrobiły taki zabieg, i niestety efekt nie jest dobry, bo np. na przebiegu nici widać ślad, jakby szramę. Ta sytuacja zdarza się przy zastosowaniu nici z materiału innego niż PDO.
PDO jest materiałem, który rozpada się na całym przebiegu nici, one rozchodzą się jak włosy rzucone na wodę i są wchłaniane i rozkładane przez organizm.
Natomiast w przypadku wielu innych nici, np. nici A. (nie chcę stosować nazw, aby nie zarzucono mi czarnego PR-u), proces wchłaniania przebiega inaczej, gdyż są wykonane z innego materiału. Prawdopodobnie przez to, że pozostają one w skórze dłużej i nie rozpadają się fragmentarycznie, to utrzymuje się pod skórą coś w rodzaju wałka, dookoła którego mogą powstawać zwłóknienia.
Delikatne zwłóknienia nie są czymś złym, w końcu w zabiegach medycyny estetycznej chodzi o to, aby zanikającą tkankę zastąpić nową, jednak problem pojawia się, gdy to zwłóknienie powstaje tam gdzie nie ma tkanki podskórnej, bo wtedy staje się w nieestetyczny sposób widoczne. A więc, jak powstanie w tkance podskórnej policzka, to owszem będzie wyczuwalne, ale nie musi być widoczne, ale jak powstanie na skroni (a przez skroń przeciąga się nić od policzka do nasady włosów), to nie wygląda to ładnie.
Przy nicach A. trafia się efekt „odciętego” policzka, którego nie widać, gdy osoba nie mówi, ale widać, jak mówi lub je. To bierze się stąd, że procedury zabiegowe przewidują takie modelowanie policzka, że poniżej tej nici powstaje jakby falbanka, która nie wygląda fajnie. Samo założenie że trzeba wymodelować policzek nie jest złe, tylko naprawdę trzeba mieć doświadczenie, aby tak to zrobić, by nie powstał nadmiar skóry, z którym nie wiadomo, co potem począć.

Po trzecie, jak to wygląda u mnie
Do nici PDO, które stosuję, przekonuje mnie wysoki poziom bezpieczeństwa (jak wspomniałam, kilkadziesiąt lat doświadczeń w medycynie, w precyzyjnych zabiegach) i sposób w jaki się rozpadają i wchłaniają, który nie dopuszcza do nieestetycznych zwłóknień. Moje pacjentki po niciach są zadowolone, lubię ten zabieg zarówno osobno, same nieci, jak i w połączeniu z osoczem i komórkami regeneracyjnymi i macierzystymi. Myślę, że moje rezultaty są efektem kilku czynników
Planuję zabieg, czasem to planowanie trwa dłużej niż samo wprowadzenie nici. Każda twarz jest inna i wymaga innego wymodelowania. Gdybym wstawiała nici standardowo to przy mniej standardowych twarzach (a większość twarzy jest niestandardowa), efekt byłby opłakany.
Wprowadzam dużo nici. Zabieg w którym daje się pod skórę pięć nitek nie ma sensu, przy takiej ilości efekt nie będzie zadowalający. Są gabinety, które na to namawiają, bo wtedy zabieg jest tańszy. Jednak chyba lepiej jest zapłacić dwa razy więcej, ale mieć naprawdę efekt na przynajmniej rok, niż zapłacić i nie ma żadnego efektu
Jest dużo rodzajów nici PDO, proste, z haczykami, screw, i w każdym przypadku dobieram je inaczej. Z reguły nici proste stosuję na powieki, dekolt i szyję. Na policzki raczej nici screw lub z haczykami.
Lubię skomplikowane zabiegi, ale zauważyłam, że wielu lekarzy woli proste preparaty i proste metody, bo one nie wymagają wysiłku. Nici do takich nie należą, i może to jest powód, dla którego niektórzy lekarze wykonują je niechętnie, a potem mówią, że to nie jest dobry zabieg. Przy niciach trzeba się napracować, i trzeba mieć do nich dobre oko;
Mam wieloletnie doświadczenie ze współrpracy z producentami i dystrybutorami sprzętu i produktów i znam od kuchni brutalność tąego rynku, jeśli chodzi o sprzedaż. Sprzedaż musi rosnąć, takie są zasady. A teraz jest taka sytauacja, że wielu firmom, tym wiodącym, spadała sprzedaż wypełniaczy, dlatego, że raz – pojawiły się firmy konkurencyjne z wypełniaczami, dwa – pojawiły się inne zabiegi, tak jak nici. Myślę, że uderzanie w nici, może być efektem celowym, by zniechęcić do takich metod, a zachęcić do prostych wypełniaczy, które jak najbardziej mają swoje miejsce w medycynie, ale wypełniacze i nici nie dają tych samych efektów pozabiegowych.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>




Komentarze

Brak komentarzy


Polecamy