worried young woman checking her wrinkles around her eyes
Post odwiedzono: 1295 raz(y)


Słowa kluczowe:

,

8 września 2017

Zawód podwyższonego ryzyka

Medycyna estetyczna

Zawód lekarza medycyny estetycznej jest zawodem podwyższonego ryzyka. I nie mam na myśli bezpieczeństwa zabiegów, ale… emocje pacjentów.

Proces starzenia się skóry jest procesem fizjologicznym, dodatkowo przyczyniamy się do niego trybem życia – nadmiernie wystawiając skórę na słońce, paląc papierosy, pijąc alkohol i za dużo kawy, stresując, nie dbają o wartościowe jedzenie. Do pewnego momentu organizm sobie radzi, następuje wymiana komórkowa, stary kolagen zastępowany jest nowym. Jednak w okolicy trzydziestego roku życia procesy degeneracji tkanek przyspieszają, a w okolicy czterdziestego dają znać o sobie na tyle poważeni, że zaczynamy rozglądać się za gabinetem medycyny estetycznej, a w okolicy pięćdziesiątki, no cóż, wpadamy w panikę.
Co gorsza, im później trafimy do gabinetu, tym bardziej oczekujemy cudów (bo jeśli ktoś zaczyna odpowiednio wcześnie traktować wizyty jak dobrą profilaktykę anty-ageing, ten wie, że sukcesem jest regularność i konsekwencja) i kiedy nadmierne oczekiwania zderzają się z realiami, wylewają się emocje, które nie mają nic wspólnego z sytuacją czy efektem zabiegu.
Z tym nadmiarem oczekiwań wiążą się też takie sytuacje, że pacjentki nie zauważają efektów zabiegu, chociaż są one ewidentne. Szczególnie przy zabiegach regeneracyjnych, gdy poprawa następuje stopniowo, pacjentka obserwując się dzień po dniu w lusterku (intensyfikuje wręcz to przyglądanie się) przyzwyczają się do swojego bieżącego wyglądu (to tak jak rodzice nie zauważają, że ich dzieci urosły, bo patrzą na nie codziennie i nie widzą wzrostowego skoku), wydaje im się, że nic się nie zmieniło lub zmiana nie jest taka, jak oczekiwały. A wystarczyłoby porównać zdjęcie przed zabiegiem i na przykład dwa miesiące po, aby zobaczyć różnicę. Jest też tak, że niby chciałyby, aby zmiana była dyskretna, naturalna i nie przerysowana, a jednak podświadomie oczekują, że będzie kolosalna.
Chciałabym jednak przede wszystkim prosić, aby pacjentki słuchały lekarza i stosowały się do zaleceń. Ze słuchaniem jest tak, że pacjenci robią to wybiórczo, czyli trafia do nich tylko to, co chcą usłyszeć, to co pasuje do ich koncepcji, to co akurat dla niech jest istotne czy wygodne. Słyszą więc na przykład, że efekt będzie bardzo dobry, ale „umyka im”, że potrzeba na to kilku zabiegów. Słyszą, że zabieg jest rekomendowany dla ich problemów, ale puszczają mimo uszu, że nie dostaną stuprocentowej gwarancji, że u nich na pewno zadziała, bo każdy organizm jest inny i inaczej reaguje. Niby wiedzą, że efekt zabiegu regenerującego wymaga kilku tygodni i narasta w czasie, a jednak bywają rozczarowani, gdy po tygodniu nie wyglądają dziesięć lat młodziej.
Jeszcze gorzej, gdy nie stosują się do elementarnych zaleceń unikania słońca po zabiegu. Miałam niestety pacjentkę, która o tym „zapomniała” w obliczu atrakcyjnego wyjazdu na łódki i skończyło się przebarwieniami. Włożyłam dużo dodatkowej pracy i wysiłku, aby pomóc jej je usunąć, ale i tak jej emocje rozlały się (także po internecie) i zamiast mieć żal do siebie, że zaniedbała tak elementarne przeciwwskazanie, przerzuciła odpowiedzialność na lekarza.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>




Komentarze

Brak komentarzy


Polecamy